Trzy dni mnie na blogu nie było, a zaległości tyle, że głowa mała. Tyle postów do przejrzenia, tyle komentarzy do napisania... Popołudniu głowę pomysłów na swego osobistego posta miałam. Czego to ja miałam nie napisać... A teraz pustka... Właściwie kołaczą mi dwie myśli: szok po przeczytaniu posta Retromoderna odnośnie konkursu na bloga (bo jakby troszkę się zawiodłam blogsferą) i refleksji po przeczytaniu LA VIOLETTE, który dziwne myśli wywołał. I właściwie jestem tak skołowana, że najlepiej jak nic nie napiszę..........
Poczytam sobie, ale już nie bloga, nie ... Za książkę chwycę i przestanę myśleć... Najlepiej...
A wrzucę zdjęcia jak to pięknie w domu w skarpetach i skundlonym swetrze sobie chadzam... Bo nie zawsze żem piękna, wystylizowana i z makijażem. Taka rozmemłana też bywam, i mam nadzieję, że sobą tutaj zawsze zostanę :) Ot i tyle
poniedziałek, 9 lutego 2015
piątek, 6 lutego 2015
panterka
Nie przepadam za postami ze zdjęciami nadchodzących trendów. Owszem oglądam, w gazetkach też czasem przejrzę. Pewnie nie jeden trend mimo woli utkwi mi gdzieś w pamięci, a zwłaszcza kolory. Dlaczego? Ubierając się, co ja piszę, już kupując ciuchy nigdy, dosłownie nigdy nie myślę, czy akurat teraz jest to modne. Ciuch musi mi wpaść w oko, muszę w nim jakoś wyglądać i najlepiej jak nie do końca jest oczywisty. Z tą nieoczywistością nie zawsze mi wychodzi. Dlatego też tak lubię robić zakupy w lumpeksie. Zresztą nie tylko dlatego.
Głos mi powoli wraca, więc jest dobrze, ale z Młodszym jakby gorzej zamiast lepiej, niestety na lekkoatletykę dziś koniecznie, ale to koniecznie musiał iść, więc chyba to odchoruje. W przyszłym tygodniu balik karnawałowy w szkole, choćby umierał i tak stwierdzi, że on zdrów jak ryba:) A propos balu, jutro mnie pierwszy w tym karnawale czeka, za tydzień drugi. Wcale mi się nie chce iść, błogie lenistwo w związku z mym pobytem w chałupie mnie ogarnęło i najchętniej to bym sobie na kanapie zaległa., zwłaszcza, że jeszcze te cudne dla kobiety dni mnie nawiedziły. Poza tym kreacji nowej nie mam, fryzjera, tudzież makijażu żadnego sobie nie zamówiłam - jak nigdy, bo zawsze lubiłam tak być wiecie tipes topes. Jutro sama coś zaimprowizuje, jakiś łach zarzucę i niech się dzieje. Przynajmniej małżonek mój najmilszy będzie się prezentował, bo se garniak nowy sprawił hehe
a cóż dziś?
Nie wiem jak Wy, ale uwielbiam zwierzęce printy, zwłaszcza panterkę:) nie noszę zbyt często i jakiejś zatrważającej ilości panterkowych ciuchów nie mam, ale lubię. Tę miłość odziedziczyłam po mamie:) choć nie zawsze tak było, musiałam do niej dorosnąć. Na dzisiejszych zdjęciach (już nie pamiętam z jakiego dnia, bo jakoś niechronologicznie je umieszczam) mam na sobie bluzę w tenże wzór, choć kolorki raczej dalekie od pantery, ale za to moje nowe butki do niej pasują:) Do tego geterki z jakiegoś czegoś błyszczącego. Ciuszki z lumpeksu:)
Miłego wieczoru:)
Głos mi powoli wraca, więc jest dobrze, ale z Młodszym jakby gorzej zamiast lepiej, niestety na lekkoatletykę dziś koniecznie, ale to koniecznie musiał iść, więc chyba to odchoruje. W przyszłym tygodniu balik karnawałowy w szkole, choćby umierał i tak stwierdzi, że on zdrów jak ryba:) A propos balu, jutro mnie pierwszy w tym karnawale czeka, za tydzień drugi. Wcale mi się nie chce iść, błogie lenistwo w związku z mym pobytem w chałupie mnie ogarnęło i najchętniej to bym sobie na kanapie zaległa., zwłaszcza, że jeszcze te cudne dla kobiety dni mnie nawiedziły. Poza tym kreacji nowej nie mam, fryzjera, tudzież makijażu żadnego sobie nie zamówiłam - jak nigdy, bo zawsze lubiłam tak być wiecie tipes topes. Jutro sama coś zaimprowizuje, jakiś łach zarzucę i niech się dzieje. Przynajmniej małżonek mój najmilszy będzie się prezentował, bo se garniak nowy sprawił hehe
a cóż dziś?
Nie wiem jak Wy, ale uwielbiam zwierzęce printy, zwłaszcza panterkę:) nie noszę zbyt często i jakiejś zatrważającej ilości panterkowych ciuchów nie mam, ale lubię. Tę miłość odziedziczyłam po mamie:) choć nie zawsze tak było, musiałam do niej dorosnąć. Na dzisiejszych zdjęciach (już nie pamiętam z jakiego dnia, bo jakoś niechronologicznie je umieszczam) mam na sobie bluzę w tenże wzór, choć kolorki raczej dalekie od pantery, ale za to moje nowe butki do niej pasują:) Do tego geterki z jakiegoś czegoś błyszczącego. Ciuszki z lumpeksu:)
Miłego wieczoru:)
czwartek, 5 lutego 2015
kaszmir
Jestem na zwolnieniu, a właściwie mam opiekę na syna. Na jedno wychodzi, bo oboje jesteśmy w średniej formie. Nie jest tragicznie, ale dobrze też nie. Dziś straciłam głos, synkowie moi są ździebko zaskoczeni, bo w momentach, kiedy spodziewają się mojego hmmm krzyku, z mego gardła wydobywa się jedynie cichutki kwik. Musiałam dziś zadzwonić do pewnej, dalekiej znajomej, która mego nr tel. nie ma w pamięci, biedaczka się wystraszyła i szybko rozłączyła, więc musiałam smsa wystosować, coby odebrała, bo to ja. W pracy nie byłam to fakt, ale w chałupie to jednak muszę stwierdzić robotę odwalałam, bo udało mi się dokończyć projekt, co to myślałam, że już po ptakach, a tu jednak...W ośrodku kulturka. Jadąc tam wizualizowałam sobie dwie rzeczy: żeby na parkingu był luz i kolejka niewielka. I wiecie co? Udało się - na parkingu luz, w poczekalni dwóch ludziów przede mną, nie zdążyłam się rozpędzić z czytaniem tej Belli synowi i byłam po zawodach. Także jak widać dzień do wielce udanych zaliczyć muszę. Teraz to się mogę porelaksować, Wasze posty poczytać, jakiś filmik obejrzeć i książeczkę poczytać - żyć nie umierać.
A cóż ja dziś dla Was mam? No więc (nie powinnam tak zdania zaczynać - zaraz mi pan od polskiego przed oczami staje) dziś moja kaszmirową, lumpeksową, oldschoolową cieplutką marynarkę w brudnym różu:) do tego t-shirt też z lumpa i prezentowane już wcześniej czarne spodnie z ekoskóry z Orsay. W dniu, kiedy byłam tak odziana miałam tzw. międzyczas w pracy i wstąpiłam do HM. Zauroczyłam się cudnym wdziankiem w ptaki i już już byłam skłonna kupić za niemałe pieniądze, ale się opamiętałam uświadamiając sobie co mam na sobie, no i w szafie. Gdyż, ponieważ (ten zwrot tak mi wszedł w nawyk, że nawet pisząc nie umiem się go wyzbyć;)) marynarka w tymże kolorku co wdzianko, w chałupie sweter w tymże kolorku i fasonie, który prezentowałam tutaj. Jedynie te ptaki... Ale opamiętałam się. Wrzucę też zdjęcia z tej hmowej przymierzalni, bo nie mogłam się tak długo oprzeć, że aż zdjęcia dla męża zrobiłam .Na ten czas pokusie się oparłam, ale kto wie...
Oooo Widzę Starszaka w tle... Dopiero po powiększeniu zdjęci i w okularach go dojrzałam;)
A oto wdzianeczko:)
:):):):)))
Musiałam zmienić tło, już mnie to bordo denerwowało;)
A cóż ja dziś dla Was mam? No więc (nie powinnam tak zdania zaczynać - zaraz mi pan od polskiego przed oczami staje) dziś moja kaszmirową, lumpeksową, oldschoolową cieplutką marynarkę w brudnym różu:) do tego t-shirt też z lumpa i prezentowane już wcześniej czarne spodnie z ekoskóry z Orsay. W dniu, kiedy byłam tak odziana miałam tzw. międzyczas w pracy i wstąpiłam do HM. Zauroczyłam się cudnym wdziankiem w ptaki i już już byłam skłonna kupić za niemałe pieniądze, ale się opamiętałam uświadamiając sobie co mam na sobie, no i w szafie. Gdyż, ponieważ (ten zwrot tak mi wszedł w nawyk, że nawet pisząc nie umiem się go wyzbyć;)) marynarka w tymże kolorku co wdzianko, w chałupie sweter w tymże kolorku i fasonie, który prezentowałam tutaj. Jedynie te ptaki... Ale opamiętałam się. Wrzucę też zdjęcia z tej hmowej przymierzalni, bo nie mogłam się tak długo oprzeć, że aż zdjęcia dla męża zrobiłam .Na ten czas pokusie się oparłam, ale kto wie...
Oooo Widzę Starszaka w tle... Dopiero po powiększeniu zdjęci i w okularach go dojrzałam;)
A oto wdzianeczko:)
:):):):)))
Musiałam zmienić tło, już mnie to bordo denerwowało;)
środa, 4 lutego 2015
spódnica2:)
Taaa, idąc za ciosem odziałam się znów w spódnicę i w końcu też mam zdjęcie na śniegu hehe.
No i na tym śniegu się rozebrałam, dałam radę. A teraz chrypka, gardziełko, dreszcze etc. Właściwie mnie to nie dziwi, bo wirus jakiś krąży po mym domku i zaatakował młodszego. Posłałam go dziś do szkoły, choć wiedziałam, że to nie jest szczyt jego formy, gdyż ponieważ miałam niezwykle ważkie sprawy w pracy. Cóż, telefon z jego szkoły i tak nie pozwolił mi dokończyć tych niezwykłej wagi spraw. Liczę, że moja młodzież jakoś dała radę beze mnie. I jutro wizyta u lekarza nas czeka. Już widzę te kolejki, bo podobno pomór wśród dzieci i na samą myśl słabnę, że pół dnia zamiast leżeć i się grzać będę czekała tam jak na wyrok. Takie życie... Damy radę. Tobiasz już swój pobyt w poczekalni zaplanował: weźmiemy "Bellę i Sebastiana" mamusiu i będziesz mi czytać. No i spoko. Polecam książkę i film zresztą też, na którym ja stara baba ryczałam jak dziecko. Przyjaźń między dzieckiem i psem niezmiennie, od lat mnie wzrusza. Bo ze mnie taka psiara jest. Tylko trzy mam w domu i wierzcie,że byłam o maleńki krok od czwartego. Piechy nie oceniają i kochają bezwarunkowo i właściwie to wystarczy, by je również pokochać całym sercem, a wachlarz zalet tychże stworzeń jest niewątpliwie szerszy:)
Wracając do kreacji mojej z kiecką. Ciuch co do jednego (przesadziłam, rajty w jakimś normalnym kupiłam) pochodzą z lumpeksu:) Buty - centro (ich cena powalająca całe 39,90- w zeszłym roku po raz pierwszy, w takich żenująco niskich cenach kupiłam trzewiki w centro i sprawują się ekstra, a noszę je często, dlatego skusiłam się też na te. Wiadomo koło skóry nawet nie leżały)
Pozdrawiam Was gorąco:)
No i na tym śniegu się rozebrałam, dałam radę. A teraz chrypka, gardziełko, dreszcze etc. Właściwie mnie to nie dziwi, bo wirus jakiś krąży po mym domku i zaatakował młodszego. Posłałam go dziś do szkoły, choć wiedziałam, że to nie jest szczyt jego formy, gdyż ponieważ miałam niezwykle ważkie sprawy w pracy. Cóż, telefon z jego szkoły i tak nie pozwolił mi dokończyć tych niezwykłej wagi spraw. Liczę, że moja młodzież jakoś dała radę beze mnie. I jutro wizyta u lekarza nas czeka. Już widzę te kolejki, bo podobno pomór wśród dzieci i na samą myśl słabnę, że pół dnia zamiast leżeć i się grzać będę czekała tam jak na wyrok. Takie życie... Damy radę. Tobiasz już swój pobyt w poczekalni zaplanował: weźmiemy "Bellę i Sebastiana" mamusiu i będziesz mi czytać. No i spoko. Polecam książkę i film zresztą też, na którym ja stara baba ryczałam jak dziecko. Przyjaźń między dzieckiem i psem niezmiennie, od lat mnie wzrusza. Bo ze mnie taka psiara jest. Tylko trzy mam w domu i wierzcie,że byłam o maleńki krok od czwartego. Piechy nie oceniają i kochają bezwarunkowo i właściwie to wystarczy, by je również pokochać całym sercem, a wachlarz zalet tychże stworzeń jest niewątpliwie szerszy:)
Wracając do kreacji mojej z kiecką. Ciuch co do jednego (przesadziłam, rajty w jakimś normalnym kupiłam) pochodzą z lumpeksu:) Buty - centro (ich cena powalająca całe 39,90- w zeszłym roku po raz pierwszy, w takich żenująco niskich cenach kupiłam trzewiki w centro i sprawują się ekstra, a noszę je często, dlatego skusiłam się też na te. Wiadomo koło skóry nawet nie leżały)
Pozdrawiam Was gorąco:)
wtorek, 3 lutego 2015
spódnica
Wpadam w kompleksy jak oglądam niektóre blogi. Piękne, profesjonalne zdjęcia, piękne scenerie, nie mówiąc już o ciuchach i samych modelkach:)
hmmm....
Chwilę pomyślałam i stwierdziłam, a co tam. Znalazłam sobie miejsce i zajęcie, które sprawia mi przyjemność, więc nie będę się jakością zdjęć przejmować. Niektóre lepsze, inne gorsze, czasem się na tych zdjęciach rozpoznaję, czasem nie, ale tych nie pokazuję:)
Mam nadzieję, że aż tak bardzo Wam nie przeszkadza oglądanie po raz enty mojej kuchni czy też sypialni. Nie sprawdzałam, ale chyba już koło miesiąca bloguję, aż nie chce mi się wierzyć. Po pierwsze, że ten czas tak szybko leci, a po drugie, że zapał mój nie podupadł, a wręcz przeciwnie wiąż mam ochotę na więcej:) Ciągle znajduję nowe blogi, na które chcę zaglądać i obawiam się, że trochę się uzależniłam od podglądania Was:) Fajnie. Szczerze powiedziawszy nie przypuszczałam nawet, że taką frajdę mi to będzie sprawiać:)
A dziś nawet parę zdjęć na dworze i nawet zdjęłam kurtkę. Szok! Bo marznę tej zimy niemiłosiernie:( Aaaa już wiem skąd ten dzisiejszy katar hehe
No więc, rzadko mi się to zdarza, ale wczoraj oblekłam na się spódnicę i w niej oto na zdjęciach Wam się pokażę. Na jutro też kieckę zaplanowałam - toż to święta, bez wątpienia:)
Kreacja moja prócz kurtki (mej ulubionej ostatnio, bo niezwykle ciepła), która z Biedronki czyli Biedy przeze mnie na co dzień zwaną pochodzi, i kozaczków starych jak świat (bo też w tym roku jakoś do mnie nie przemawiają), które bodajże z daichmanna są, zakupiona została w lumpeksie:)
hmmm....
Chwilę pomyślałam i stwierdziłam, a co tam. Znalazłam sobie miejsce i zajęcie, które sprawia mi przyjemność, więc nie będę się jakością zdjęć przejmować. Niektóre lepsze, inne gorsze, czasem się na tych zdjęciach rozpoznaję, czasem nie, ale tych nie pokazuję:)
Mam nadzieję, że aż tak bardzo Wam nie przeszkadza oglądanie po raz enty mojej kuchni czy też sypialni. Nie sprawdzałam, ale chyba już koło miesiąca bloguję, aż nie chce mi się wierzyć. Po pierwsze, że ten czas tak szybko leci, a po drugie, że zapał mój nie podupadł, a wręcz przeciwnie wiąż mam ochotę na więcej:) Ciągle znajduję nowe blogi, na które chcę zaglądać i obawiam się, że trochę się uzależniłam od podglądania Was:) Fajnie. Szczerze powiedziawszy nie przypuszczałam nawet, że taką frajdę mi to będzie sprawiać:)
A dziś nawet parę zdjęć na dworze i nawet zdjęłam kurtkę. Szok! Bo marznę tej zimy niemiłosiernie:( Aaaa już wiem skąd ten dzisiejszy katar hehe
No więc, rzadko mi się to zdarza, ale wczoraj oblekłam na się spódnicę i w niej oto na zdjęciach Wam się pokażę. Na jutro też kieckę zaplanowałam - toż to święta, bez wątpienia:)
Kreacja moja prócz kurtki (mej ulubionej ostatnio, bo niezwykle ciepła), która z Biedronki czyli Biedy przeze mnie na co dzień zwaną pochodzi, i kozaczków starych jak świat (bo też w tym roku jakoś do mnie nie przemawiają), które bodajże z daichmanna są, zakupiona została w lumpeksie:)
poniedziałek, 2 lutego 2015
american dream:)
a właściwie piątkowy zwyklaczek, z braku weny i poczucia, ogromnego poczucia zimna (choć zima nie taka najgorsza), a sweterek ciepluteńki.
Zdjęcia machnięte przez starszaka - to widać:)
Strój w całości z lumpa:) No oprócz butów i kurtki, które już wcześniej prezentowałam:)
Zdjęcia machnięte przez starszaka - to widać:)
Strój w całości z lumpa:) No oprócz butów i kurtki, które już wcześniej prezentowałam:)
niedziela, 1 lutego 2015
przedpokój
W końcu zrobiłam zdjęcia przedpokoju. Jak było: tutaj
Wszystkie zmiany nastąpiły przy niewielkich nakładach finansowych. Ściany białe, bo farby tej ponoć mamy dostatek (tak twierdzi małżonek mój najmilszy), lampa tyko zmieniła lokalizację, ramki stare, ale przemalowane, no a wieszak powstał z palety, w którą wbiliśmy zdobyte od znajomego stolarza stare gwoździe pomalowane na złoto. I tyle:)
Wszystkie zmiany nastąpiły przy niewielkich nakładach finansowych. Ściany białe, bo farby tej ponoć mamy dostatek (tak twierdzi małżonek mój najmilszy), lampa tyko zmieniła lokalizację, ramki stare, ale przemalowane, no a wieszak powstał z palety, w którą wbiliśmy zdobyte od znajomego stolarza stare gwoździe pomalowane na złoto. I tyle:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































